Wracam z torbą wypchaną w większości zbędnymi produktami spożywczymi. Mam tam coś co z czego można przygotować w miarę normalny posiłek, także kilka owoców ale w większości to słodycze, przekąski, napoje i alkohol. Pogoda jakakolwiek by nie była w tym momencie jest świetna i akurat. Zaciągam się chłodnym i orzeźwiającym powietrzem. Czuje się dobrze. Spokojny. Wyluzowany. Zadowolony z życia, z siebie. Zimna powietrze wypełnia płuca po brzegi i stamtąd spływa do wszystkich zakamarków ciała jakby chciało się ogrzać i uciec z wydechem. Uśmiecham się. O tak. Jest aż tak dobrze. Nie wiem nawet która jest godzina…będzie pewnie wcześnie rano bo jest bardzo cicho i szaro. Musze się dosyć mocno zastanowić żeby dojść do tego jaki dziś jest dzień tygodnia. Najważniejsze, że ostatnie dni minęły skromnie mówiąc przyjemnie, a najlepsze jest to, że przede mną jeszcze następnych kilka. Sklep wprawdzie oddalony jest od mojego mieszkania o zaledwie kilkadziesiąt metrów i wychodząc ubrałem na gołe ciało bluzę i jakieś znoszone spodnie z dresu ale te kilka minut spaceru pozwoliło mi zasmakować efektów relaksowania się. Jakby przez ten czas wysokie budynki zmieniły się w górskie stoki a linie ulic spłynęły czystymi lodowatymi potokami. Wdech i długi wydech.
Trzy dni temu umówiłem się z K. Tęskniłem za nią. Brakowało mi jej uśmiechu i udawanego złoszczenia się na mnie. Brakowało mi jej ciała i zapachu. Spotkanie przerodziło się w romantyczną kolację za miastem przy której mieliśmy wyjaśnić kim dla siebie jesteśmy i co dalej z tym począć. Wyglądała cudnie. Pewnie mam spaczony gust i K. podobała by mi się w każdej niedopasowanej i kiczowatej kreacji nawet spod ręki samego mistrza Jacykowa. Nie zmienia to faktu, że wyglądała seksownie i elegancko. Mało brakowało i znów, jak kiedyś przegniotła by mnie swoim urokiem i wdziękiem.
Chciałbym mieć taką żonę… pomyślałem mocując się z drzwiami wejściowymi do klatki schodowej. Znów uśmiechnąłem się sam do siebie… oczywiście jeśli kiedykolwiek dorosnę i kiedykolwiek zachce mi się w ogóle mieć żonę. Ale gdyby już, zakładając hipotetycznie to chciałbym, żeby kobieta z którą postanowię się zestarzeć była taka jak K. Otwarta, szczera, bystra i oszałamiająco piękna. Wolno wspinałem się po schodach na swoje piętro. Nagle poczułem jakby przyjemna ciepła dłoń dotknęła mojego karku powodując dreszcze i rozpraszając gęsią skórkę na ramiona i plecy. To tutaj na półpiętrze kochaliśmy się po wyjściu z restauracji. Nie protestowała gdy bez słowa oparłem ją przodem do ściany, zdjąłem spodnie, odsunąłem majteczki i wziąłem na szybko. Pamiętam jakbym przed chwilką widział jej rozpaloną twarz, rozchylone mokre usta i przebijający się uśmiech gdy musieliśmy przerwać i wstrzymywać głośne oddechy bo sąsiad z piętra niżej wychodził na wieczorny spacer z psem.
W chwile po przekroczeniu progu domu poczułem się prawie jak Jan Baptysta Grenouille. Setki przyjemnych zapachów gęstym i ciepłym podmuchem powietrza uderzyło mnie w twarz. Było tu duszno aczkolwiek bardzo przyjemnie. Tak pachniała K. Jej perfumy, jej włosy, jej pot, jej cipka. Zapach seksu łączył się ciszą i jedynie z za zamkniętych drzwi sypialni docierał spokojny niski bas muzyki z cdplayera. Poczułem przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Rozkładałem torbę z zakupami w kuchni….Przejechałem ręką po zimnym blacie kuchennego stołu jakbym liczył, że znajdę pod palcami jeszcze trochę śluzu K.
„Pomagałem” w trakcie pichcenia obiadu któregoś dnia. Kilkugodzinne flirtowanie, oddanie uwielbienia dla jej osoby i kobiecości, delikatne dobieranie się i czułe słówka zakończyliśmy jej orgazmem na tym stole. Siedziała oparta nogami o kuchenkę. Kosztowałem jej najgłębiej jak umiem. Mruczała. Dotykałem, śliniłem i gryzłem ją a K. namiętnie masowała moją głowę wplecionymi we włosy palcami zachęcając rytmicznymi ruchami bioder.
Zrzuciłem ciężkawą bluzę i rozglądałem się za czymś wygodnym do przebrania. Zapach przedpokoju tutaj był intensywniejszy. Muzyka dodawała ciężko-słodkiemu klimatowi seksu jeszcze więcej smaku. Sypialnia wyglądała jak po wizycie CBA w domu pewnego kardiochirurga. Odsunięte drzwi szafy ukazywały niestarannie rozwieszone koszule i spodnie, gdzieś tam pomiędzy wyróżniały się na szybko poupychane mniejsze ubrania K., na krześle leżały pozwijane dżinsy z koszlą, na podłodze talerz z niedojedzonymi owocami, pełno opakowań po chipsach i słodyczach, jakieś napoje, na łóżku pomięta, pozwijana pościel... Nie pamiętam ile razy w ciągu ostatnich kilku dni się tutaj kochaliśmy. Wydawało mi się, że w ogóle stąd nie wychodziliśmy. Zamknąłem oczy i zobaczyłem K. buszującą w pościeli, przypominam sobie nasze walki i zabawy, widzę jej gładkie ciało, przypominam sobie jak się dla mnie przebiera, co raz inaczej… a ja za każdym razem mam na nią ochotę, znów czuję ją na sobie…słyszę jej pojękiwania i krzyki, przypominam sobie nasze odbicia w lustrze szafy, widzę moją spermę na jej ciele, wszędzie czuję uzależniający zapach K.…Otwieram oczy. Zauważyłem przysypany prześcieradłem i poduszkami t-shirt – nadaje się, obok leżą pozwijane koronkowe majteczki K… mmm, jej zapach.
Ubrany w zestaw - koszulka z logiem Assassin’s Creed plus bokserki w ptaszki Tweety wpatrywałem się chwile w swoje odbicie w lustrze łazienki. Wyglądałem równie dobrze jak się czułem. Krople wody z czoła, z rzęs i z brwi spływały mi po policzkach zostawiając ślady sztucznych łez. Szum wody z kranu działa na mnie uspokajająco. Znowu uśmiecham się sam do siebie. Zamykam oczy i przypominam sobie niedawną długą kąpiel. Para z wanny całkowicie zamazywała lustrzane odbicia, płomienie świeczek tańczyły w rytm muzyki zza drzwi a klimat sauny kaleczył zimny alkohol. Pamiętam jak miękką gąbką z pianą starannie myłem każdy fragment ciała K. Czuję na ustach jej gorącą skórę, jej smak zmieszany z wodą i kroplami potu. Pamiętam wolny, namiętny i wręcz transowy seks w ciasnej wannie. Pamiętam gdy śmiała się ze mnie kiedy zbyt bojaźliwie i delikatnie depilowałem jej nogi, podbrzusze i okolice cipki. Widzę jak mi się wypina oparta o wannę, widzę jak jej błyszcząca skóra paruje, przypominam sobie jej mokre potargane od szarpania włosy, zaczerwienione od klapsów pośladki i spływającą po nich spermę.
Kiedy podchodziłem do drzwi prowadzących do drugiego pokoju, przez sekundę dopadły mnie niepokojące ale jednocześnie niedorzeczne myśli. Wystraszyłem się, że zastanę wnętrze w innym klimacie i w innym wystroju niż zostawiłem je te kilkadziesiąt minut temu wychodząc do sklepu. Myliłem się. W pokoju panował nieco większy ład niż w sypialni. Pewnie tylko dlatego, że tutaj trudniej było tak nabałaganić. Ale zapach i atmosfera były równie miłe jak w całym mieszkaniu. Przez nie do końca pozasuwane żaluzje wpadały smugi wschodzącego słońca. Unoszące się pyłki w pasach światła sprawiały wrażenie poszatkowanej mgły która owinęła tylko dolną część pomieszczenia. Intensywne światło drażniło nieprzyzwyczajone oczy. Przymykam je. Mam przed oczami obraz K. kiedy w trakcie rozmowy, takiej o niczym po prostu wstała, zdjęła majteczki i na mnie usiadła… pamiętam późniejszy seks na podłodze i ociekającą z wytrysku twarz K., pamiętam seks na kanapie… Otwarłem oczy, tam ciągle spała K. Tak jak ją zostawiłem. Leżała na boku, owinięta prześcieradłem. Wyglądała tak niewinnie i słodko. Jedna noga wystawała na zewnątrz odsłaniając fragment nagiego pośladka, smukłe udo, łydkę i smakowitą stópkę. Przypomniałem sobie widok jej stóp na moim fiucie. Ten wyraz twarzy nieporównywalny do wyrazu w żadnej innej sytuacji. Od razu poczułem co się ze mną dzieje kiedy ona dotyka mnie stopami. Kiedy czuję je na sobie, ich miękkość, smak, gdy widzę jak nimi mimowolnie porusza i bawi się. Przypomniałem sobie jak sama zlizuje z nich moją spermę…
- Gdzie byłeś tak długo? – obudziła mnie z hipnotycznego transu. Wyglądała naprawdę słodko taka zaspana gdy przecierała oczy. Aż chciało mi się ja przytulić, pocałować i się nią zaopiekować.
- Chodź do mnie bo tęskniłam – wyciągnęła zapraszająco ręce w moim kierunku. Zerknąłem ukradkiem na paluszki stopy które jakby próbowały wygodnie się ułożyć. Rozejrzałem się po pokoju, przywołałem obraz całego mieszkania. Wdech. Wydech. Uśmiech.
http://telepszedni.blog.onet.pl
